Jezus wypełnił dziurę w moim sercu

Chciałbym Wam opowiedzieć o tym, jak zmieniło się moje życie od czasu kiedy zaczęłam je powierzać Panu Jezusowi. Nie powiem o wszystkim, bo to jest niemożliwe, ponieważ Pan Jezus zrobił w nim prawdziwą rewolucję. Zacznę od tego, że wypełnił On "dziurę" w moim sercu. Odczuwałam ją, ponieważ wciąż wydawało mi się, że jestem za mało kochana. Miałam pretensje najpierw do rodziców, później do męża, dzieci, koleżanek. Nie wiedziałam o tym, że tej dziury w sercu nie wypełni miłość żadnej osoby na ziemi. I tę dziurę wypełnił Bóg. To On sprawił, że nie odczuwam braku miłości. Wręcz przeciwnie codziennie otrzymuję dowody jego wielkiej miłości. Wiem, że kocha mnie taką jaką jestem, ze wszystkimi moimi wadami i słabo-ściami. Zrozumiałam też, że wszystkie te osoby, które posądzałam o brak miłości do mnie, kochają mnie najlepiej jak potrafią. Bez względu na to, co robiły i mówiły, to zawsze mnie kochały. I to ani za mało, ani za dużo, ale tak jak umiały kochać. Chciałabym opowiedzieć Wam również o tym, jak próbowałam się zdetronizować i na swoim miejscu posadzić Pana Jezusa. W czasie pewnych rekolekcji zrozumiałam, że ja owszem wierzę, ale o wszystkim samodzielnie chciałam decydować; wszystkim kierować, a Pana Jezusa zapraszać dopiero wtedy. kiedy wszystko się waliło. W czasie tych rekolekcji, o których wspomniałam dowiedziałam się, że kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu. Tylko On może wszystko należycie uporządkować. I pomału powierzałam Mu różne rzeczy. W pewnym momencie dostrzegłam, że nasze dzieci są "tylko moje" i kiedy zdecydowałam się oddać je Jezusowi obleciał mnie wielki strach, Nie zrobię tego, nie jestem macochą, a poza tym, co Ty Panie Jezu wiesz o moich dzieciach? Na pewno zechcesz żeby były chore. albo sam Bóg wie co zechcesz z nimi zrobić. Wtedy powiedziałam Nic! Nie potrafię Ci ich oddać. Chciałabym, ale to jest dla mnie za trudne. W niedługim czasie od tego zdarzenia trzymałam w swoich rękach książkę, której tytułu w tej chwili nie pamiętam i czytałam słowa (to nie jest cytat, ale to co zapamiętałam) dzieci nie są waszą własnością, one są darem dla was. Dałem je wam, bo was bardzo kocham, a to czego oczekują od as to, żebyście je nauczyli prawdziwej miłości. Po przeczytaniu tych słów nie miałam już żadnych oporów i z wielkim spokojem i ufnością oddalam nasze dzieci w najpewniejsze ręce powierzając je Jezusowi, bo wiem, że tylko On wie. co dla nich jest najlepsze. Zaprosiłam również Pana Jezusa do porządkowania swojego wnętrza Do tego. Żeby pomógł mi wychodzić ze świata iluzji w jakim żyłam. Proces ten był (i wciąż jest) dla mnie bolesny, Uważałam, że jestem najlepszą żoną na świecie. bo w domu jest idealny porządek: wyfroterowane podłogi, wyprasowane obrusy, błyszczące okna, obiad na czas, a nie zauważałam, że nie mam czasu na rozmowę z mężem. na spacer z nim. Ciągle gderałam, że jestem zmęczona, ale ilekroć mąż próbował w czymś pomóc nigdy mu za to nie podziękowałam, nigdy nie okazywałam wdzięczności. Wręcz przeciwnie, to co słyszał ode mnie to , że do niczego się nie nadaje, że do czego się nie weźmie to zepsuje. Prawda okazała się bardzo bolesna, bo to właśnie ja obrzydzałam mu wszystko swoim zachowaniem, zniechęcałam go dokładnie do wszystkiego, a później się dziwiłam, dlaczego on woli spędzać czas poza domem grając w piłkę lub brydża z kolegami. Kiedy wreszcie dałam mu szansę, pozwoliłam mu po-magać tak jak on umie, okazało się, że umie prać nie gorzej niż ja. umie ugotować kiedy ja nie mogę tego zrobić. Sprzątanie mieszkania robimy wspólnie, biorą w nim udział również dzieci. Podłogi i okna może nie błyszczą tak jak dawniej. ale to naprawdę nie wielka strata w porów-naniu z tym co zyskaliśmy. W domu zagościł spokój i przybyło dużo miłości.

Jola H., Olsztyn, ur.1958 r.

Nie możesz dodawać komentarzy. Zaloguj się lub załóż konto.