Świadectwo Joli

W domu rodzinnym zostałam wychowana w wierze katolickiej. Chociaż byłam katoliczką od czasu kiedy zostałam ochrzczona, to tak naprawdę Boga spotkałam znacznie później. Było to ok. 7 lat temu. W tym czasie byłam na urlopie macierzyński. po urodzeniu drugiego dziecka. Przez kilka kolejnych dni czułam się źle. Moje złe samopoczucie nie było spowodowane żadnymi dolegliwościami fizycznymi, było mi po prostu smutno i źle. W związku z tym poprosiłam męża, żeby zaopiekował się dziećmi a sama wyszłam z domu bez żadnego celu. Myślałam, że jak się trochę przewietrzę, to mi przejdzie. Kiedy przechodziłam koło przystanku autobusowego postanowiłam pojechać do kościoła na wieczorną Mszę św. W kościele usiadłam w ostatniej ławce i wsłuchiwałam się w każde słowo wypowiadane przez księdza. Zbliżał się prawie koniec Mszy św. a ja nie usłyszałam nic co mogłoby poprawić mój nastrój. Zaczęłam nawet żałować, że zmarnowałam godzinę. Wtedy usłyszałam jak kapłan powiedział „prośmy Boga żeby przymnożył nam wiary”. Poczułam wyraźnie, że to ja mam prosić o wiarę. Byłam tym zdziwiona i sama sobie odpowiedziałam - przecież wierzę, chodzę na Mszę św. w niedziele, od czasu do czasu do spowiedzi. To chyba wystarczy. Ale mimo to poprosiłam: „Boże przymnóż mi wiary”. Na drugi dzień z rana ktoś zapukał do naszego mieszkania. Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam dwóch mężczyzn, którzy spytali, czy mogliby porozmawiać ze mną o Bogu. Nigdy wcześniej nie decydowałam się na takie rozmowy, jednak tego dnia zgodziłam się. Ci mężczyźni byli świadkami Jehowy. Zadawali mnóstwo pytań, na które ja nie znałam odpowiedzi. Wtedy uświadomiłam sobie, że moja wiedza religijna jest żadna. Ze wstydem przyznałam się, że nie jestem przygotowana do rozmowy z nimi. Umówiłam się na następne spotkanie ustalając wcześniej temat naszej rozmowy. Zaczęłam kupować różne książki o tematyce religijnej, no i oczywiście Pismo św. Kiedy po raz pierwszy wzęłam Pismo św. do rąk, przez chwilę zastanawiałam się od czego zacząć je czytać, czy od Starego czy też Nowego Testamentu. Wreszcie postanowiłam, że przeczytam gdzie mi się samo otworzy. Spojrzałam na kartkę, był na niej Psalm 37, zatytułowany "Niepewny los bezbożnego" i zaczęłam czytać: Nie unoś się gniewem z powodu złoczyńców ani nie zazdrość niesprawiedliwym, bo znikną tak prędko jak trawa i zwiędną jak świeża zieleń. Miej ufność w Panu i postępuj dobrze, mieszkaj w ziemi i zachowaj wierność. Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał... To jest tylko fragment tego psalmu, który mnie bardzo poruszył. Przeczytałam go 3 razy, a później zaczęłam czytać inne. W ten sposób nauczyłam się nowej formy modlitwy. Ilekroć brakuje mi odpowiednich słów wiem, że na pewno jest taki psalm, który pomoże mi wyrazić to, co chcę powiedzieć Bogu. Poprzez czytanie Pisma św. zaczynałam pomału odkrywać Pana Boga. Zaczęłam rozumieć, że Bóg jest żywym Bogiem, i że On zawsze był obok mnie, ale ja tego nie zauważałam. Uświadomiłam sobie, że słowa modlitw, które odmawiałam wcześniej, kierowałam w próżnię, bo Bóg był dla mnie zbyt daleko. Dopiero wtedy usłyszałam co ja mówię, kiedy odmawiam modlitwę Ojcze nasz, wypowiadając słowa przyjdź Królestwo Twoje, pomyślałam: Panie Boże, ja nie jestem przygotowana na przyjście Twojego Królestwa. Ja tak naprawdę nigdy serio nie prosiłam o nic. Jeszcze gorzej było, gdy doszłam do słów i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Wtedy z kolei prosiłam: Panie Boże, tylko nie to, ja nie chcę, żebyś mi tak odpuszczał, jak ja odpuszczam swoim winowajcom. Ze świadkami Jehowy spotykałam się jeszcze kilkakrotnie. Po pewnym czasie zrozumieliśmy, że kroczymy innymi drogami i rozstaliśmy się.. A ja zaczęłam obserwować zmiany, jakie u mnie następowały. Przestałam szukać hałaśliwego towarzystwa, które wcześniej lubiłam, a zaczęłam szukać ciszy i spokoju. Zauważyłam jak przybywa mi wewnętrznego pokoju, cierpliwości i pogody ducha. Zaczynałam coraz bardziej poznawać i rozumieć siebie. Wszystko to działo się w sposób bardzo tajemniczy i niezrozumiały dla mnie. Z dnia na dzień dostrzegałam, ile jest we mniezłych przyzwyczajeń i słabości. Jestem bardzo wdzęczna Panu Jezusowi, za to, że pozwolił mi to wszystko zobaczyć i dał siłę, żebym mogła to naprawić. Do domu naszego powoli zaczynała wracać radość i miłość, której wcześniej brakowało. Nauczyłąm się wszystkie moje sprawy powierzać Panu Jezusowi a mniej polegać na sobie. Wiem, że jestem słaba i często upadam, ale też wiem, że jest przy mnie zawsze Pan Jezus, który z wielką miłością pomaga mi wstać, który nigdy mnie nie zawiódł i który poprzez swoje Orędzie spisane przez Vasulę Ryden w książce zatytułowanej "Prawdziwe życie w Bogu" mówi do nas: Moja prawość jest wieczna. Moja miłość, którą was darzę, jest nieskończona. Moje współczucie wobec nędznych i chorych jest wielkie i przekracza wszelkie zrozumienie. Proś, a będzie ci dane. Otwieram usta, tęsknąc niecierpliwie za waszymi modlitwami.

Jola H., Olsztyn, ur. 15.12.1958

Nie możesz dodawać komentarzy. Zaloguj się lub załóż konto.