Prawdy które wstrząsnęły moimi dotychczasowymi poglądami

Moje bliższe spotkanie z Chrystusem nastąpiło 5 lat temu, kiedy pojechałam po raz pierwszy na rekolekcje I-go stopnia ONŻ. Tam nasiąknęłam atmosferą przyjaźni, serdecznej życzliwości, ale przede wszystkim nawiązałam nową relację z Panem Bogiem. Przed rekolekcjami moje życie było zwyczajne, normalne. Zawsze chodziłam w niedzielę na Mszę św., przyjmowałam sakramenty - i tak trwałam bez zbytniego zaangażowania. Na rekolekcjach poznałam kilka prawd, które trochę "wstrząsnęły" moim dotychczasowymi poglądami. Dowiedziałam się przede wszystkim, że Bóg mnie kocha. To było i jest niby takie oczywiste - ale to naprawdę było czymś niesamowitym dla mnie: że Bóg kocha mnie taką jaką jestem, ze wszystkimi moimi wadami, upadkami, grzesznymi myślami i czynami. Ta prawda wyzwoliła mnie z moich niektórych zahamowań i kompleksów. Dowiedziałam się też, że Bóg ma dla mnie wspaniały plan miłości, plan zbawienia - i to ode mnie zależy czy go przyjmę. Ja chciałam i przyjęłam ten plan - poprzez świadome przyjęcie Chrystusa jako mojego osobistego Pana i Zbawiciela. To było piękne, ale i bardzo trudne. Musiałam krok po kroku uczyć się zapraszać Chrystusa do swego życia - oddawać Mu wszystkie sprawy, które próbowałam dźwigać i rozwiązywać sama. Było to dla mnie tym trudniejsze, że mam taki charakter, że lubię "rządzić" lubię działać, podejmować decyzje. Ciężko mi było pozwolić Panu Bogu działać, Jemu pozwolić martwić się za mnie a samej w ufności czekać na Jego decyzje, wskazówki. Jednak zawsze kiedy zbłądziłam, zawiniłam, zgrzeszyłam - była furtka przez którą mogłam wrócić - modlitwa i sakramenty. Wiem, jak wspaniale jest wrócić do kochającego i miłosiernego Ojca, który przebaczy i utuli w Swej ogromnej miłości. To była jedna rzeczywistość. Drugą rzeczywistością jest mój dom, gdzie bywają dni dobre, spokojne i radosne, ale są też dni, gdzie panuje zło wywołane alkoholem. Pije mój tata, ale ja też jestem uzależniona od alkoholu - jest to choroba koalkoholowa. Przed pięciu laty po raz pierwszy podpisałam kandydacką deklarację KWC, w myśl której zobowiązałam się do min. nie picia, nie częstowania, nie kupowania alkoholu i papierosów. Dla taty to był początkowo szok a później wielka niewygoda, że córka nie pójdzie i nie kupi mu piwa lub papierosów. Bywało mi bardzo ciężko, kiedy odmawiałam tego tacie, a on był pijany i domagał się abym wypełniła swoją powinność wobec rodzica - jaką jest posłuszeństwo. Nigdy mnie wprawdzie nie uderzył, ale cały czas przez te pięć lat mi to wypomina, w bardzo nieprzyjemny i bolesny sposób. Bardzo często wyrzucałam Bogu - dlaczego ja? Dlaczego inne koleżanki mają spokój w domu, kochających się rodziców. Im częściej modliłam się za mojego tatę - początkowo o jego uzdrowienie, później o moje przebaczenie jemu - wtedy Bóg czynił pokój w moim sercu i dawał siły do przetrwania największych kryzysów. Od niedawna zdaję sobie sprawę, że nie tylko mój tata jest chory przez swoje uzależnienie, że również chora jestem ja i moja mama. Choroba moja przejawia się przede wszystkim w wielkiej trudności zaufania Bogu Ojcu - Jego miłości. Tyle razy zawiodłam się na moim tacie, że nieświadomie przerzucam taką samą relację na Boga. Moja choroba przejawia się również w wielu reakcjach w sprawach ludzkich - często działam jak automat, w dodatku źle zaprogramowany. Na szczęście już wiem, co mi jest i jaka jest dla mnie terapia. Choroba taty - to jest mój krzyż przed którym często uciekałam w złość, płacz, bunt przeciw Bogu. Teraz chcę go dźwigać świadomie, a pomocą będzie mi, oprócz oczywiście świadomości miłości i bliskości Chrystusa, grupa DDA. Chciałabym się również podzielić moim ostatnim najświeższym spotkaniem z Chrystusem w Lubominie na rekolekcjach podczas modlitwy wstawienniczej. Po raz kolejny oddałam Chrystusowi swoje życie, poprosiłam Go, aby to On nim kierował, aby On był moim Przewodnikiem, Przedziwnym Doradcą. Nie prosiłam Go - o dziwo! - tym razem o uzdrowienie sytuacji w domu, bo pomyślałam, że jest to mój krzyż i ja zgodziłam się go dźwigać, ale Pan jest wspaniały i dał mi słowo, zapowiedź Swojego działania Prz. 21, 21-22 "Kto szuka prawości, dobroci ten znajdzie życie (powodzenie) i chwałę. Mądry się wdarł do miasta siłaczy i zniszczył moc, której ufali." Na to czekam z ufnością, a na razie raduję się z tego co już uczynił - uleczył mnie z zazdrości o przyjaciół, która zatruwała mi życie od ponad roku. Tak więc jest we mnie pokój, radość i gotowość służenia Bogu w każdym miejscu i czasie oraz ciągła świadomość Jego opieki i miłości. Alleluja!

Agata Kotwica, Olsztyn, ur. 22.07.1975

Nie możesz dodawać komentarzy. Zaloguj się lub załóż konto.