Moje życie modlitewne prawie przestało istnieć

Jako młoda dziewczyna bardzo angażowałam się w sprawy katechizacji, studia teologiczne, spotkania duszpasterskie, ale czyniłam to wszystko dlatego, że chciałam być akceptowana, bałam się, że kiedyś mogę być sama. Czułam lęk przed samotnością. I tak wiązałam się z różnymi ludźmi niby to więzami przyjaźni, niepostrzeżenie krocząc przez życie w ich autorytecie. Swoje decyzje i codzienne życie oparłam na ludziach, chodząc oczywiście przez cały czas do Kościoła. Dopiero doświadczenie chorób moich dzieci i sposoby, do jakich uciekałam się aby walczyć o ich życie i zdrowie zaczęły mi pokazywać kim naprawdę był w moim życiu Pan Jezus. Pełna lęków, stosując różne masaże i porady bioenergoterapeutów, umęczona zaczęłam zauważać, że pojawiły się w moim życiu niedziele bez Mszy świętej. Oczywiście łatwo te nieobecności tłumaczyłam chorobą dzieci i moją matczyną troską, podpartą bardzo mocno przesadnymi lękami. Moje życie modlitewne prawie przestało istnieć. Choroba jednej z moich córek się pogłębiała, wtedy doprowadzona już do skrajnego wyczerpania psychicznego z głębi mojej duszy i całym sercem zaczęłam wołać o ratunek Pana Jezusa, który pokazał mi w tedy mojego brata kapłana, który przypatrując się mojemu życiu tak jakby czekał tylko na ten moment. Na moją prośbę zaczął wskazywać mi właśnie drogi powrotu do Pana Jezusa. I tak poprzez post, gruntowny rachunek sumienia i sakrament Pojednania Pan Jezus rozpoczął proces leczenia mojej duszy. Zaczął pociągać i przytulać mnie do swojego serca poprzez rekolekcje ewangelizacyjne Ruchu Światło-Życie, Seminarium Odnowy, spotkania we wspólnocie. Zaczął leczyć mnie z bardzo wielu lęków. A przede wszystkim kiedy otworzyłam Mu swoje serce pokazał mi, że przez całe życie był zawsze przy mnie. We wszystkich chwilach, kiedy cierpiałam i kiedy byłam radosna. Zrozumiałam wtedy, że nigdy nie byłam i nie będę sama, bo to On, mój Pan, Jezus, pierwszy zapragnął tego, abym się poczęła, urodziła jako dziewczynka, stała się dorosłą kobietą, zapragnął mojego macierzyństwa i zaprosił mnie do niego.
Dlatego dzisiaj pragnę uwielbiać Pana Jezusa, jako swojego Stwórcę, lekarza duszy i lęków, oraz najwierniejszego przyjaciela.
Chwała Panu!

Jolanta Gontarz, ur. 1959 r. Olsztyn

Nie możesz dodawać komentarzy. Zaloguj się lub załóż konto.