Świadectwa ORA

Swoją formację rozpoczęłam od I°, potem był II°, III° i w czwartym roku zdecydowałam, że to będzie KODA. To była totalna tajemnica, co dla mnie przygotuje Pan Bóg. I znowu nie zawiodłam się. Rzeczywiście - pomyślałam - oddałam swoje życie Zbawicielowi na I° w 1999 r. i od razu podpisałam KWC, a On mnie prowadzi. Tutaj zagłębiłam się w lektury ks. Blachnickiego i ujrzałam Ruch Światło - Życie w innym świetle niż dotychczas, mianowicie jest to dla mnie ostatnia deska ratunku, przed martwotą wiary i w konsekwencji - mojego życia. Żeby żyć muszę być we wspólnocie, stale się nawracać i nieustannie siebie dawać innym na wzór Niepokalanej Matki Dziewicy i Jezusa Chrystusa. Z modlitwą wciąż mam trudności, ale tutaj właśnie Pan Jezus wskazał mi źródło grzechu tj. mój egoizm, koncentrowanie się na sobie. Najważniejszą rzeczą w modlitwie jest uwielbienie i wywyższanie Pana Boga. Czytając "Charyzmat i wierność" padło zdanie, iż w Ruchu brakuje ludzi poważnie o nim myślących. Dotknęło mnie ono, ponieważ rzeczywiście nie zastanawiałam się poważnie nad wstąpieniem do stałej diakonii i nie wiedziałam, że to także ważne. Dlatego poznając też inne bogate treści tych rekolekcji wybrałam diakonię gospodarczą, w której mam nadzieję służyć i realizować siebie poprzez "posiadanie siebie w dawaniu siebie". Amen


Trudno jest napisać świadectwo, kiedy ma się tak mało czasu! Na KODA przyjechałam bardzo chętnie jednak muszę przyznać, że myślałam, że będzie łatwiej. Było mi tu bardzo trudno lecz te rekolekcje były dla mnie naprawdę potrzebne! Było ciężko, ciemno i pustynnie, ale te treści, które tutaj nam przekazano rozświetlały nie tylko mój umysł, ale także moją duszę!! Wiem, że niektóre rzeczy są bardzo istotne dla mojego wzrostu duchowego! Ważny był dla mnie także dzień kiedy po raz kolejny uznałam Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Wiem już, że aby to było naprawdę prawdziwe powinnam oddawać Mu się codziennie. Aby to ON prowadził moje życie, drogą jaką On wyznaczył. Chciałabym być dobrym animatorem i naprawdę służyć swoim życiem! "Trochę mojego życia dla innych". Za to wszystko CHWAŁA PANU!!!


Bardzo chciałem przyjechać na te rekolekcje. Wiedziałem, że otrzymam tu coś czym w przyszłości będę mógł ubogacić innych. Odkryłem w sobie jak bardzo jestem jeszcze zniewolony i zamknięty. Dowiedziałem się, że aby Bóg z Duchem Świętym i ze Swoim Synem mógł we mnie działać, muszę się otworzyć i pozwolić się prowadzić. Chcę całym sercem oddać się woli Boga i starać się swoim życiem dawać innym drogowskaz do Chrystusa. Chcę spalać się dla innych. Za to chwała Panu!


Rekolekcje KODA pomogły mi uzmysłowić sobie jak wielką rolę w historii zbawienia odegrała Maryja. Nigdy wcześniej nie zwracałam szczególnej uwagi na jej postać, teraz stała się mi bliższa, bardziej zrozumiała. Maryja jest dla mnie wzorem tego jak powierzać się Bogu, jak modlić się do Niego. Chciałabym uczyć się ufności właśnie od Maryi, móc podobnie jak Ona oddać się Mu bez zastrzeżeń. Alleluja!


Na tych rekolekcjach dokonała się moja przemiana. Moje wyjście. Mój Exodus. Wyszłam z niewoli mojej grzeszności. Jestem wolna i czysta. A to jest łaska... Poznałam wiele nowych rzeczy. Zrozumiałam co znaczy zdanie: "Posiadanie siebie w dawaniu siebie". Chcę tak czynić. Chcę służyć. Chcę prowadzić dalszą formację w Ruchu Światło - Życie. Muszę pamiętać, że moja formacja nie skończy się z chwilą wstąpienia do Diakonii. Nie chcę kiedyś stwierdzić: Już wszystko wiem. Jestem super. Nie potrzebuję już rozwijania się, kształcenia. Jestem wspaniała. Nie chcę pogrążyć się w swojej pysze. Chcę z nią walczyć. Ale oczywiście nic nie mogę zrobić, uczynić sama, bez Chrystusa. Tylko On ma siłę, żeby mnie nawracać. Zrozumiałam, że moja modlitwa powinna opierać się na zdaniu: "Chcę poznać Twoje zamiary". Amen.


Nie wiem czy potrafię przekazać to czego doświadczyłam i ile mi dały rekolekcje KODA. Jednak postaram się z całych sił. Już od razu na wstępie doznałam szoku, gdyż myślałam, że KODA to odwalanie - odklepanie czegoś tam. Ksiądz dał takie przemówienie na początku, że tego samego wieczoru siedziałam na spakowanej walizce. Byłam przerażona. Dopiero co skończyłam rekolekcje III° ONŻ, które były ciężkie i znów mam pracować? Spodziewałam się raczej wypoczynku. W każdym razie zostałam. Stwierdziłam, że muszę chociaż wytrzymać 3 dni. Jak się okazało była to właściwa decyzja - zaraz dowiedziałam się dlaczego tu jestem. Zostało wlanych we mnie wiele treści. Zobaczyłam jaką marną jest moja modlitwa, a raczej rozmowa z samą sobą. Zrozumiałam, że muszę zaufać Panu na 100%, że tylko z Nim będę miała siłę przetrwać kolejny rok. Niby takie najprostsze rzeczy - np. Nieszpory czy Jutrznia - dopiero tutaj dostrzegłam ich piękno i głębię. Nie chcę pisać bezwartościowych frazesów. KODA są to rekolekcje, które zmieniły mój tok rozumowania - jakby przeniosły mnie na inne tory. Teraz wiem, że mam oddychać Miłością. Chwała Panu!


Przyjeżdżając na KODA byłem na początku nastawiony na coś zupełnie innego, dlatego było mi trochę ciężko, aż do dnia który był dla mnie przełomowym dniem. Było to ponowne przyjęcie Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Wcześniej było mi jakoś ciężko, ponieważ myślałem bardziej o rzeczach przyziemnych np. o szkole lub o moich problemach z samym sobą, ale podczas ponownego przyjęcia Jezusa oddałem to wszystko. Uświadomiłem sobie, że ja sam nie mam siły walczyć z moimi grzechami i zniewoleniami. Podczas konferencji, które myślę, że były bardzo owocne, często dostrzegałem wiele moich błędnych postaw i czasem zastanawiałem się dosyć długo jak je zmienić, aż któregoś dnia znalazłem receptę, którą jest modlitwa. Na koniec podjąłem jeszcze postanowienie dawania siebie w służbie innym ludziom. Amen.


Te rekolekcje to ponowne przyjrzenie się temu czym jest Ruch Światło - Życie. Padło wiele moich wyobrażeń, zrodziło się mnóstwo pytań, pojawiło wiele niejasności. Jedno w czym ugruntowało się moje serce to pragnienie nie bycia przeciętniakiem. Chcę przyjmować postawę konsekwentną - wymagać od siebie zawsze. A przede wszystkim dochować Bogu wierności. To od czego uciekałam - odpowiedzialność za Ruch, za ludzi, za siebie, właśnie tu najpełniej mnie spotkała (dopadła). Nie łatwo mi podejmować tę drogę, ale na razie innej nie widzę. Droga walki ze swoim egoizmem i wygórowanymi wymaganiami. Droga mojego codziennego życia z Jezusem. Amen


Te rekolekcje były dla mnie najtrudniejszymi rekolekcjami jakie kiedykolwiek przeżyłem. Były one zarówno trudne pod względem dyscypliny jak i pod względem treści, które Pan Bóg przez ludzi chciał mi przekazać. Miałem wiele trudności z przystosowaniem się do tego z czym nie powinienem mieć problemów. W ten sposób uświadomiłem sobie jak bardzo nie panuje nad swoimi zachowaniami i jak bardzo jestem zniewolony. Na szczęście zdawałem sobie sprawę również z tego, że jest ktoś kto kocha mnie tak bardzo, że nawet nie mogę sobie tego wyobrazić. To ktoś kto oddał za mnie życie i nie jestem w stanie zrobić niczego, aby Jemu się za to odwdzięczyć. Jedynie co mogę zrobić to pozwolić na to, aby On działał w moim życiu, przyjąć Jego miłość i pozwolić się prowadzić. Wiem, że nie jest to łatwe i że muszę tą decyzję podejmować każdego dnia, na każdą chwilę mojego życia. Wiem, że moje życie nie jest takie jakie powinno być. Często stawiam na pierwszym miejscu swoje cele, pragnienia i ludzi a nie Pana Boga. Chcę by w moim życiu najważniejszy był BÓG i to co On dla mnie przygotował. Gdy On będzie na pierwszym miejscu, to cała reszta będzie na swoim miejscu. On jest moim jedynym Panem i Zbawicielem i tylko z Nim będę naprawdę szczęśliwy. Chwała Panu!!!


KODA była dla mnie czasem pogłębiania swojej ufności do Chrystusa i coraz głębszym zawierzeniem się Bogu. Po raz pierwszy dotarło do mnie, czym tak na prawdę jest służba, diakonia. Znaczenie i sens charyzmatu Ruchu Światło-Życie dotknęło mnie przez "tracenie się". Nie wystarczy tylko chcieć służyć, oddawać swój wolny czas, ale trzeba "tracić siebie", rezygnować ze swoich przyjemności, planów, marzeń, wygód życia, tego, co się kocha. Jeśli Jezus chce i potrzebuje mojej miłości i służby a ja zgadzam się na to, to tym samym zgadzam się na podejmowanie ciągłych decyzji i mówienie "tak". Tylko Jezus może mnie wyprowadzić z mojego świata i pociągnąć ku sobie. Dzięki tym rekolekcjom potrafię znowu zaufać Bogu, tak naprawdę, całkowicie. Uświadomiłam sobie, że to Jezus chce prowadzić mnie tą drogą służby, że tylko zdając się na Niego mogę wytrwać, pomimo upadków i słabości. Tutaj ponownie doświadczyłam Bożej miłości, miłości Ojca do swego dziecka, Jego czułości i troskliwości. Jezus bardzo powoli i delikatnie przygotował i nadal będzie przygotowywał mnie do gotowości służenia, aby wpatrywać się w postawę Chrystusa Sługi i z Niego czerpać moc, by wypełniać Jego wolę. Jestem bardzo wdzięczne za wszystkie łaski, zwłaszcza za łaskę przeżycia tych rekolekcji. Za to wszystko Chwała Panu!


Te rekolekcje traktowałem jako miły, kończący wakacje odpoczynek. Jednak już pierwsza konferencja ukazała mi błąd w moim nastawieniu. Rekolekcje pozwoliły mi się w mej niemocy spotkać się z miłującym Zbawicielem. Dużo zmieniły mnie konferencje księdza i książka F. Blachnickiego "Rekolekcje więzienne". Słowa te i teksty wyrwały mnie z ludzkiego spokoju, który czułem, gdy mówiłem sobie - "jest dobrze, chodzisz do Kościoła, modlisz się, jesteś OK.". Uświadomiłem sobie, że nie jest wcale dobrze, że w drodze do Boga zatrzymałem się, spocząłem na laurach. Jednym z moich największych problemów jest brak skupienia na modlitwie. W książce, o której już wspomniałem, sługa Boży pisze, iż modlitwa to wypełnienie siebie Bogiem. Kiedy zajmujemy się sobą zabieramy kawałek siebie Bogu i w rezultacie zrywamy z Nim więź. Należy najpierw oczyścić umysł ze wszelkich śmieci a dopiero później mówić o 100% skupieniu. Na początku mnie to wszystko przytłaczało. Jednak podczas modlitwy wstawienniczej Pan powiedział, że pokona wszelkie przeciwności byle bym trwał przy Nim. I za to wszystko Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu.

Przepisał: Ks. Zbigniew Snarski

Nie możesz dodawać komentarzy. Zaloguj się lub załóż konto.