Chrześcijaństwo konsekwentne

Światło, które staje się życiem
-Jest Ksiądz założycielem i można powiedzieć ojcem duchowym ruchu oazowego. Ruch ten mocno okrzepł, jest szeroko znany i związany z osobą Księdza, który niejako symbolizuje jego walkę z wieloma przeciwnościami. Warto by jednak zajrzeć do początków ruchu, tym bardziej, że forma jaką jest oaza, była pewnym novum w obrębie Kościoła Katolickiego w Polsce. Właściwie dlaczego Ksiądz powołał ten ruch do życia? Czy tradycyjne formy duszpasterstwa okazały się zawodne? Jak na to wszystko patrzy Ksiądz z dzisiejszej perspektywy?

-Kiedy podejmowano pierwsze próby pracy nowymi metodami, które doprowadziły do powstania ruchu oazowego, chodziło o wypełnienie pewnej luki w pracy duszpasterskiej. Kiedy znalazłem się na mojej pierwszej placówce jako wikary, zacząłem szukać takich sposobów pracy, które by szły w głąb i które by rzeczywiście formowały ludzi. Jedyną taką możliwość stwarzało wtedy duszpasterstwo ministrantów: służby liturgicznej. To nie było zakazane. Poczynając więc od grup ministrantów, rozszerzałem dalej te grupy, by podjąć się wychowania pewnych grup elitarnych. Kościół musi mieć zawsze takie grupy, elitarne, gdyż bez nich duszpasterstwo staje się łatwo masówką. Zauważyłem zaraz przy pierwszym kontakcie z dziećmi, że właściwie mieliśmy do czynienia z tresurą religijną, a nie z formacją religijną. Kiedy np. miałem w kościele 2-3 tysiące dzieci na mszy i miałem kierować modlitwą tych dzieci, to czułem się trochę tak, jak pogromca dzikich zwierząt w cyrku. Kłopotem było opanować tę masę, a gdzie tu mówić o przeżyciu religijnym, o skupieniu, osobistej modlitwie. To samo było na katechezie. Dzieci przychodziły jak tabun dzikich koni po całym dniu w szkole. Chodziło de facto o to, żeby je jakoś ujarzmić, żeby w ogóle jako tako słuchali, co się do nich mówi. To oczywiście nie dawało żadnej satysfakcji. Ja przyszedłem do pracy w duszpasterstwie po kilkuletnim pobycie w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Właśnie w Oświęcimiu widziałem, jak płytkie jest to tradycyjne chrześcijaństwo. Ludzie nabywają pewnych form, pewnej ogłady - wypada nie wypada, lecz w takich warunkach jak obóz wychodzi to, co naprawdę siedzi w człowieku, jak i to, czego w nim nie ma. Widziałem, jak nawet zacni ludzie, profesorowie, zmieniali się, kiedy odpadała ta zewnętrzna powłoka. To właśnie doprowadziło mnie do refleksji na temat braków zasadniczych. Kojarzyło mi się to zawsze z pojęciem życia. Widziałem bowiem, że dla wielu chrześcijaństwo, religia to nie samo życie, lecz pewna ilość nawyków. Zaś życie określane było przez inne wartości. Co innego decydowało o radości i o smutku, wartości religijne miały na to znikomy wpływ. Całą tajemnicą ruchu jest założenie, że nie można się ograniczyć tylko do intelektualnej formacji, lecz przyjęcie dewizy, że światło równa się życie. Światło-Życie jest zresztą oficjalną nazwą ruchu, popularnie nazywanego oazowym w związku z metodą, która się rzuca w oczy i która jest czymś kluczowym. Ruch Światło-Życie jest po prostu ideą konsekwentnego chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo bowiem to nie znajomość pewnej doktryny, to nie indoktrynacja. To światło, które rzeczywiście przechodzi przez intelekt, także przez sumienie człowieka, przez wiarę, ale to światło, które musi stawać się życiem, a więc nie światło i życie, ale światło, które równa się życie. Nie może tu tyć jakiejś schizofrenii, która często grozi chrześcijanom, zwłaszcza katolikom: co innego wiedza, pojęcia, dogmaty, co innego zaś życie. Tymczasem religia to jest życie. Nie chodzi tu tylko o życie emocjonalne, lecz o harmonię wszystkich elementów. Tymczasem nam grozi często jednostronność - albo intelektualna albo emocjonalna. Nie podchodzimy do spraw religii harmonijnie łącząc wszystkie elementy.

Służba czy partia?
-Ruch oazowy jest więc ruchem kształtowania pełnych postaw konsekwentnego chrześcijaństwa. Można więc oczekiwać, że ci którzy przebyli drogę przez oazy i wspólnoty, stają się również jakby bardziej wrażliwi przez głębszy kontakt z Bogiem, nie tylko w sensie duchowej z Nim łączności, ale i w sensie otwarcia na pozostałe aspekty życia, a więc na bliźniego, na sprawy społeczne i polityczne.

-Chcę spytać, czy celem i zamiarem Księdza było stworzenie dzięki oazom również elity społecznej, zdolnej do tego, by i w przyszłości stanowić elitę polityczną?

-I tak i nie. Ruch oazowy z założenia nie nigdy nie miał jakichkolwiek celów politycznych. Jeżeli jednak idzie się konsekwentnie po linii Światło-Życie, czyli drogą chrześcijaństwa konsekwentnego, realizowanego w życiu, to nie można pominąć wtedy żadnego przejawu ludzkiego życia. I tak, przed laty dostrzegliśmy zagrożenie bytu naszego społeczeństwa, samego człowieczeństwa przez alkoholizm, Jeśli więc w naszym ruchu mówimy o człowieku i jego godności, to nie możemy przejść obok tego problemu obojętnie. Tak więc z Ruchu Światło-Życie wyrósł ruch przeciwalkoholowy, zwany Krucjatą Wyzwolenia Człowieka, który jest praktyczną emanacją wartości pracy formacyjnej na konkretnym odcinku codziennego życia społecznego. Następna sprawa to zniewolenie człowieka w dziedzinie społecznej. Konsekwentne chrześcijaństwo prowadzi nas do zaangażowania się po stronie człowieka, który jest zniewolony. Skoro zaś zniewolenie przybrało formę zniewolenia społeczno-politycznego, to i my musimy się do tego przystosować. Sprawdzianem autentyczności i owocności ruchu jest właśnie to, że z niego wyrastaj? różne formy angażowania się ludzi. Oczywiście nie każdy musi nadawać się do wszystkiego. Jeden będzie się lepiej czuł w pracy charytatywnej, inny na odcinku niezależnej kultury i twórczości. Ale jeśli ktoś, mając motywację, będzie się chciał zaangażować po linii społecznej i politycznej, to jest jasne, że my mu nie powiemy: daj sobie spokój, bo narażasz przez to ruch. Ruch jest narażony najbardziej wtedy, kiedy nie jest wierny sobie.

-Kiedy stan wojenny zastał Księdza za granicą, podjął się Ksiądz uruchomienia i prowadzenia ośrodka w Carsbergu. Wraz z carlsberskim Centrum Ewangelizacji Światło-Życie powstaje tam prowadzona również przez Księdza Chrześcijańska Służba Wyzwolenia Narodów (ChSWN), będąca organizacją o wyraźnym ostrzu ideowym i wyraźnych przesądzeniach o charakterze politycznym. W jakim sensie idea i działalność ChSWN jest dla Księdza oczywistą kontynuacją doświadczeń ruchu oazowego i jak Ksiądz lokuje ChSWN na mapie życia społeczno-politycznego Polaków?

-Na to pytanie właściwie już odpowiedziałem mówiąc o konsekwentnym chrześcijaństwie i potrzebie angażowania się po stronie człowieka, wszędzie tam, gdzie jest on zagrożony. Tu nie chodzi o nic innego, jak tylko o próbę przemyślenia do końca przesłanek bycia chrześcijaninem. To jest być może nowość, tak konsekwentnie nie próbowano dotąd tego uwydatniać, w sensie akcentów również na kwestie wyzwolenia społecznego i politycznego. Co jest pierwszym novum w panoramie polskich organizacji wyzwoleńczych, to dążenie do przezwyciężenia pewnej schizofrenii czy raczej dwutorowości życia religijnego, moralnego i politycznego. W polskiej tradycji mało jest właściwie prób, gdzie ludzie z pozycji autentycznej wiary podejmują konkretne zadania o konsekwencjach społecznych i politycznych. W świecie współczesnym mamy na to przykłady - Opus Dei, Moral Realmament, gdzie chrześcijanie, wychodząc z założeń wiary, Ewangelii, próbują wywrzeć wpływ na politykę, na mężów stanu, na różne sytuacje ekonomiczno-społeczne. Wychodzimy więc z założenia, że istnieje potrzeba formowania ludzi, którzy posiadaliby głęboka motywację podejmowanych działań, nie tylko polityczną, ale właśnie ponadpolityczną. O Gandhim powiadano, że potrafił, wychodząc z płaszczyzny ponadpolitycznej, zdecydowanie wkraczać w działania o wyraźnym wydźwięku politycznym. Inne ruchy i programy wyzwoleńcze też doceniają rolę Kościoła, religii i widzą w Kościele sprzymierzeńca, ale tam zawsze zachodzi niebezpieczeństwo manipulacji Kościołem dla celów czysto politycznych. Chce się osiągnąć po prostu pewne cele polityczne, a Kościół i religia służą jako środki. W gruncie rzeczy, sięgając głębiej, nie ma istotnej różnicy między manipulacją prowadzoną przez reżim komunistyczny, a tą, którą stosują pewni politycy, będący do tego reżimu w opozycji. Religia zaś i Kościół jako wspólnota religijna nie mogą być manipulowane w żadnym celu, bo nie można manipulować Bogiem. Bogu można się tylko podporządkować. Może wyjaśnię to na przykładzie służby. W pierwszym numerze naszego pisma "Prawda - Krzyż - Wyzwolenie" stanęła sprawa wyrażona tytułem artykułu: "Służba czy partia?" Jest tam mowa o tym, że partia pochodzi od słowa pars, co oznacza część. W samym więc pojęciu partii zawarty jest partykularyzm. Partia broni interesów jednej grupy wobec innych. I czy może w tym odniesieniu istnieć partia katolicka, skoro słowo "katolicki" znaczy powszechny? Interesem więc wierzącego, praktykującego katolika powinno być służenie powszechności, a więc służba w interesie wszystkich ludzi. Tutaj widzę nawet pewną sprzeczność w samym pojęciu partii chrześcijańskiej demokracji, jako że tam też chodzi o obronę praw pewnej grupy - katolików wobec innych i tu jest już coś wewnętrznie sprzecznego.

-Nie obawia się Ksiądz, że w wolnej Polsce, której wszyscy pragniemy, górę weźmie ugrupowanie, które zacznie powoływać się na dokumenty carlsberskie, spuściznę ChSWN, biorąc to za mandat przewodnictwa narodowej świadomości i żonglując zręcznie "świętymi" pojęciami Polaków. lansując program carlsberski, pocznie wystawiać cenzurki, kto bliżej prawdy, kto dalej, już nie mówiąc o losie ateistów?

-Teoretycznie to niebezpieczeństwo zawsze grozi. Futurologicznie rzecz biorąc nie wyobrażam sobie, aby ChSWN przemieniło się w partię polityczną. Chcemy przecież uniknąć błędu zakładania partii chrześcijańskiej, co nie znaczy, że wśród demokratycznie wybranych przedstawicieli nie mogą się znaleźć ludzie głęboko umotywowani religijnie i moralnie. Możemy sobie wyobrazić ich rolę w życiu politycznym, podobną do tej, jak? odgrywają dziś uczestnicy ruchu Communione e Liberatione we Włoszech.

Polak-katolik?
-W artykule "Ku polskiej teologii wyzwolenia" pisze Ksiądz o różnych odmianach religijności. Pisze więc Ksiądz o tzw. ruchach Jezusa, kiedy mówi o ludziach pragnących idylli duchowej z Jezusem, ale za to z pominięciem spraw otaczającego świata. Z drugiej strony wymienia Ksiądz ruchy Chrystusa, które de facto używają Chrystusa jako sztandaru do przykrycia własnej działalności politycznej. Dalej wymienia Ksiądz typ religijności, który zadomowił się chyba mocno w polskiej tradycji, mianowicie religijność nawykową, pochodząca z wychowania, odziedziczona po rodzicach, pokoleniach i w istocie zrośniętą z tradycją narodową, wręcz z misją zachowania tożsamości narodowej. Ten typ religijności jest zwykle dobrze widoczny, z założenia musi być manifestacyjny, ceremonialny, celebracyjny. Zarazem budzi podejrzenia, że jest powierzchowny, zwrócony bardziej ku gestom i symbolice niż ku religijnemu przeżyciu. Ruch oazowy, ChSWN, właściwie z założenia muszą iść w poprzek tej tradycji, czy nie tak? Przede wszystkim w poprzek katolickiego sztafażu przy celebrowaniu uczuć patriotycznych.

-Jest to kwestia położenia akcentów. Jest takie tradycyjne powiedzenie: każdy Polak to katolik, które ukazuje ów typ katolicyzmu narodowego. Uważam, że do sprawy trzeba podejść inaczej i aby wyrazić to sloganem można by powiedzieć: katolik dlatego Polak. Trzeba odwrócić całą sprawę, bo chodzi o chrześcijańską wizję człowieka jako osoby, chodzi o wizję jego godności jako osoby, do której to wizji należy też kwestia patriotyzmu w sensie wartości narodowych, tradycji. Wizja pełnego człowieka implikuje również właściwy stosunek do wartości narodowych. Chrześcijańskiemu personalizmowi nie odpowiada bowiem ideał człowieka kosmopolity. Człowiek powinien cenić te wartości, które wiążą się z jego pochodzeniem, i w tym sensie potrzebne jest, by akceptował również wartości narodowe. W tej kwestii wspaniałym dla nas przykładem jest papież Jan Paweł II. Jego patriotyzm jest głęboki, autentyczny, a nikt mu przecież nie może zarzucić szowinizmu narodowego. Z drugiej strony jest człowiekiem o spojrzeniu ogólnoludzkim. W Jego pełnej osobowości maj? swoje należne miejsce także wartości patriotyczne, narodowe. I on o tym ciągle świadczy w sposób bardzo naturalny i przyznaje się do tych wartości. To jest właściwy model dla nas. Nie chodzi rzecz jasna o wejście w ten nurt patriotyzmu katolickiego, którym widać te manifestacje, sztandary w kościele, śpiewanie, ale życie tych ludzi ma w sobie bardzo mało elementów chrześcijańskich. Przez pracę formacyjną w ruchu oazowym dochodzimy do akceptacji tych elementów: historii, kultury, tradycji, ale zachodzi tam pewne oczyszczenie przez przywrócenie właściwej hierarchii.

Zygmunt Barczyk

Nie możesz dodawać komentarzy. Zaloguj się lub załóż konto.