Ewangelia - forma życiowa człowieka

Ewangelie są przedmiotem badań i studiów naukowych. W ubiegłych dziesiątkach lat dokonano pracy olbrzymiej, aby oprzeć na naukowych podstawach historyczną wiarygodność Ewangelii, aby odtworzyć drogą studiów historyczno - archeologicznych, geograficznych, etnologicznych, tło i środowisko, w którym one powstały, i uczynić przez to zrozumialszą ich treść. Obok naukowego badania i czytania Pisma św. istnieje czytanie religijne. Z nim spotykamy się często w codziennym życiu. Stosunkowo rzadko jednak zastanawiamy się nad sensem, istotą i metodą takiego czytania Pisma św., nad jego stosunkiem do naukowych badań i studiów. A warto od czasu do czasu uświadomić sobie zasadnicze prawdy katolickiego światopoglądu dotyczące naszego stosunku do Ewangelii, aby nasze zajmowanie się nią naukowe i religijne, z wiary płynące, pozostawały w należytym stosunku do siebie, aby jedno nie odbywało się kosztem drugiego. Warto także od czasu do czasu uświadomić sobie ogólny sens Ewangelii dla całokształtu naszego życia religijnego.

Zasadnicza prawda, decydująca o naszym stosunku do Ewangelii, mówi, że nasze zaufanie do niej opiera się naprzód na wierze, a potem i na nauce. Przyjmujemy Ewangelie jako przez Ducha św. natchnione Słowo Boże, w formie nie skażonej przekazywane przez Kościół. Nasza wiara nie jest tylko konsekwencją rozumowej pewności. Jeżeli jednak rozum w swych badaniach natknie się na sprzeczności, zda się nie dające się pogodzić, jeżeli w jakiejś kwestii powstaje mnóstwo teorii, z których żadna nie potrafi nas naprawdę zadowolić i zaspokoić, jeżeli w wielu rzeczach nauka po żmudnych wysiłkach zdobywa się w końcu tylko na wyznanie: ignoramus et ignorabimus - to w następstwie tego nie może się zachwiać albo osłabnąć nasza wiara. Albowiem za św. Augustynem wyznajemy zasadę: credimus ut cognoscamus, non cognoscimus ut credamus.

Druga zasadnicza prawda, decydująca o naszym stosunku do Ewangelii, mówi, że badanie naukowe Ewangelii nie jest celem samo w sobie i nie jest najwyższą i najdoskonalszą formą wnikania w jej treść i prawdę. Według obiektywnej hierarchii wartości naukowe czytanie Ewangelii ma służyć i jest podporządkowane czytaniu religijnemu. Albowiem w życiu religijnym prawda jako odbicie obiektywnej rzeczywistości w rozumie nigdy nie jest wartością najwyższą i szukaną dla niej samej. Ideałem jest zawsze prawda wcielona, zrealizowana w życiu. Prawda uchwycona przez rozum posiada wartość o tyle, o ile jest formą tego, co ma być zrealizowane w życiu. Obce jest katolickiemu duchowi szukanie rozumowej prawdy dla niej samej, uprawianie nauki dla nauki. Nauka ma służyć wierze i religijnemu życiu. To stanowi najgłębszy sens średniowiecznej formuły: philosophia ancilla theologiae. Ta zasada odnosi się także do stosunku naukowych studiów nad Ewangelią do religijnego zgłębiania jej treści. Na pierwszym miejscu stoi w Kościele religijne czytanie i zgłębianie Pisma św., to, które ma miejsce w liturgii Kościoła, w kazaniu, w katechezie i w prywatnych ćwiczeniach duchownych. Nauka ma służyć pomocą do uwydatnienia religijnego sensu Pisma św.

Możemy odróżnić trzy metody religijnego czytania Pisma św.: metodę kursoryczną, systematyczną i pragmatyczną. Pierwsza polega na tym, że czytamy kolejno poszczególne ustępy Ewangelii i staramy się wydobyć naukę zawarta czy to w słowach, czy w zachowaniu się Chrystusa i innych osób, i w myśl tej nauki ukształtować swoje życie. Druga polega na tym, że czytamy całą Ewangelię z punktu widzenia jednej idei przewodniej, jak np. pojęcie życia w Ewangelii św. Jana, idea Królestwa Bożego w Ewangeliach, znaczenie cnoty pokory w3 nauczaniu i życiu Zbawiciela. W ten sposób uwydatniamy i uświadamiamy sobie wielkie myśli przewodnie ewangelicznego ducha. Wreszcie czytanie pragmatyczne stara się ująć całościowo Ewangelię jako żywy proces powstawania i kształtowania się Królestwa Bożego. Czytanie kursoryczne Pisma św. znane nam jest z codziennego życia. Rzadko jednak spotykamy się z czytaniem systematycznym i pragmatycznym. A jednak dopiero wtedy Ewangelia stanie się dla nas olśnieniem i objawieniem, gdy uświadomimy sobie wielkie i wspaniałe zręby i idee przewodnie, które stanowią istotę naszej wiary, które stanowiły niesłychaną nowość "dobrej nowiny" przyniesionej przez Chrystusa i które poszły w świat odmieniając jego oblicze. Wtedy Ewangelia przemówi do nas o wiele silniej, a także nasze codzienne kursoryczne czytanie Ewangelii stanie się o wiele głębsze i owocniejsze.

Ogólny sens i znaczenie Ewangelii dla naszego życia starał się syntetycznie ująć i przedstawić T. Soiron OFM w szeregu odczytów wygłoszonych na kongresie akademickim w Dreźnie w 1924 r., wydanych później w broszurze zatytułowanej: Das Evangelium als Lebensform des Menschen. Artykuł ten nawiązuje do jej zasadniczych myśli.

Przy czytaniu Ewangelii zastanawia nas jej charakter i kompozycja literacka. Pytamy się, czy Ewangelia jest dziełem historycznym w ścisłym tego słowa znaczeniu, czy ewangeliści chcieli nam dać historyczny, chronologiczny opis życia Jezusa Chrystusa. Gdyby mieli rzeczywiście taki zamiar, to trzeba by powiedzieć, że wywiązali się z tego zadania nieszczególnie. Przyzna to każdy, kto spróbuje ułożyć tak zwaną harmonię ewangeliczną, czyli stworzyć jednolitą i chronologiczną historię życia Jezusowego na podstawie czterech Ewangelii. Widocznie więc ewangelistom nie zależało na pisaniu ściśle pojętej historii. Z drugiej strony nie można także uważać Ewangelii za naiwny, ludowy zbiór różnych opowiadań z życia Chrystusa, luźno i przypadkowo zestawiony. Aż nadto bowiem widoczna jest ich celowa, nieraz kunsztowna kompozycja. Za przykład takiej kompozycji może służyć kazanie na górze lub zbiory przypowieści u Mateusza i Łukasza.

Ewangelie nie są więc historią w ścisłym znaczeniu, ale są kompozycją słów i czynów Jezusowych według pewnej idei przewodnich Jego życia. Kompozycja ta jest wyrazem potrzeb życiowych pierwszych uczniów i pierwszej gminy chrześcijańskiej. Miała ona dać odpowiedź na cały szereg problemów, które powstały w pierwszych chrześcijanach wskutek spotkania z Chrystusem. Czuli oni, że to spotkanie zobowiązuje ich do przebudowy całej postawy życiowej, do zerwania z dotychczasowym wartościowaniem i patrzeniem na życie. Jak ma wyglądać to nowe życie? Kim był ten, kto mógł żądać tej przebudowy życia? Jakie jest uzasadnienie, jaka gwarancja, jaka sankcja tej nowej sprawiedliwości, która domaga się, aby dla niej złożono wszystko w ofierze? Ewangelia jest odpowiedzią na te pytania i problemy nurtujące w duszy pokolenia, które spotkało się z Chrystusem. I nie tylko tego pokolenia, bo odtąd wieki następne będą stawiały te same pytania wobec Chrystusa. Ewangelia daje odpowiedź ludziom szukającym właściwej dla siebie postawy życiowej. Mówi ona, że Chrystus /.../ pełniły się proroctwa Starego Testamentu; że jest Bogiem, który posiada moc wszechwładną nad szatanem i wszystkimi elementami świata i ma moc stawiania ludzkiemu życiu żądań i wymagań, na uzasadnienie których wystarczą słowa zdumiewające rzesze: "A ja wam powiadam" (Mt 6,22); że od wypełnienia tych żądań zależy los i szczęście człowieka: za ich wypełnieniem idzie zmartwychwstanie i żywot wieczny, a za ich odrzucenie płaci się wyrzuceniem w ciemności, gdzie będzie "płacz i zgrzytanie zębów". Ewangelia więc staje wobec człowieka z zamiarem, co więcej - z nakazem i żądaniem ukształtowania jego całego życia. Ewangelia ma być formą życiową człowieka. Staje ona wobec człowieka dręczonego różnymi życiowymi problemami, uwikłanego w różnych wątpliwościach, niezaspokojonego, szukającego instynktownie jakiegoś punktu oparcia w beznadziejności tego życia, nie rozumiejącego samego siebie i daremnie starającego się zrealizować ideał swojej właściwej istoty, do którego nieustannie pcha go jakaś podświadoma, metafizyczna tęsknota - i podaje mu formę nowego człowieczeństwa, obiecując rozwiązanie wszystkich problemów i zaspokojenie wszystkich tajemnych tęsknot.

Jaki jest najogólniejszy sens tej formy życiowej Ewangelii? Występuje ona w Ewangelii pod nazwą "królestwa Bożego". Królestwo Boże to idea centralna Ewangelii, całego życia i przepowiadania Chrystusa. "Pokutę czyńcie, albowiem przybliżyło się królestwo niebieskie" (Mt 4, 17) - tak zaczął Jezus swoje przepowiadanie, a potem "obchodził całą Galileę nauczając w ich synagogach i przepowiadając Ewangelię królestwa" (Mt 4, 23). To królestwo Boże jest wartością przede wszystkim wewnętrzną. "Królestwo Boże w was jest" (Łk 17, 21). Jest nim panowanie Boga w duszach ludzkich, albo inaczej: zrealizowanie w nich poprawnej postawy, poprawnego stosunku do Boga. Ta idea królestwa Bożego rozwija się w Ewangeliach na tle nieustannej kontrowersji z faryzeuszami, z ich postawą wobec Boga i z ich pojęciem królestwa Bożego.

Dziwna i zastanawiająca jest postawa Chrystusa wobec faryzeuszy. Ten Jezus, który przyszedł powołać grzeszników, który zbliża się do celników i cudzołożników, aby ich podnieść z upadku, wobec faryzeuszy zna tylko słowa sądu i potępienia: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy!" (Mt 23, 25). Cóż w postawie faryzejskiej napełniało Chrystusa taką odrazą? Tłumaczy nam to przypowieść o faryzeuszu i celniku modlących się w świątyni, przypowieść klasyczna dla stosunku Chrystusa do faryzeuszy. Faryzeusz dumnie wyliczał przed Bogiem swe dobre uczynki. A celnik "nawet oczu swych nie chciał wznieść w niebo, ale bił się w piersi mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu! Powiadam wam, odszedł ten usprawiedliwiony do domu swego, a nie tamten" (Łk 18, 13-14).

Postawa faryzeuszów była postawa dumy z własnej doskonałości etycznej, postawą ufności we własne siły. Wyznawali oni ideę samowybawienia, wierzyli w "usprawiedliwienie z uczynków Zakonu". Każde wypełnienie Zakonu było według nich zasługą u Boga, która Go zobowiązuje do nagrody. Stosunek do Boga był czysto prawny, człowiek swoimi czynami, swoją sprawiedliwością zobowiązywał Boga. Wartość etyczną człowieka tworzył wyłącznie jego własny czyn. W takiej postawie nie było miejsca na pojęcie łaski. Etyka faryzejska była antropocentryczna, indywidualistyczna, łączyła się z poczuciem własnej wartości, z pogardą i nienawiścią wobec innych, wobec tych, co nie znają Zakonu. Ta duma osobista stała się dumą narodową i rasową. Królestwo Boże oczekiwane przez faryzeuszy miało być nagrodą za dokładne wypełnienie Zakonu przez cały naród. Gdy to nastąpi, Mesjasz jako potężny król podbije cały świat pod panowanie Narodu Wybranego i sprowadzi dla niego erę ziemskiej potęgi i szczęśliwości.

Postawa faryzejska jest w swej najgłębszej istocie postawa pychy, postawą zbuntowanego anioła, postawą, która stanowi istotę grzechu pierworodnego. W postawie tej człowiek, będący bytem względnym, stworzeniem, przyjmuje, jak mówi Hessen, "poczucie istnienia z siebie" (Aseitätsgefühl) zamiast właściwego człowiekowi poczucia stworzoności (Kreaturgefühl). Postawa ta jest zarazem zaprzeczeniem postawy religijnej człowieka wobec Boga.

Forma życiowa Ewangelii jest prostym zaprzeczeniem faryzejskiej postawy życiowej. Na wstępie przepowiadania Chrystusa stoi znaczące słowo: Metanoeite - odmieńcie, "przestawcie" wasze myślenie, wasze nastawienie. To słowo, to żądanie w coraz to nowych antytezach przewija się poprzez całą Ewangelię. Pierwsze z ośmiu błogosławieństw stojących na czele nowego programu etycznego królestwa Bożego zwraca się do ubogich w Duchu, do tych, którzy w poczuciu swej nędzy i grzeszności wyczekują miłosierdzia Bożego. Chrystus przestaje najchętniej z celnikami i grzesznikami. "Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, ale grzeszników" (Mat. 9, 13). W dumnych i ufających sobie i swej sprawiedliwości faryzeusz jak grom uderza słowo: "Celnicy i nierządnice uprzedzą was do królestwa Bożego" (Mat. 21, 32). Usprawiedliwiony odchodzi grzeszny i pokorny celnik, a nie wyliczający swe zasługi faryzeusz. Wzorem dla uczniów jest małe i pokorne dzieciątko: "Jeżeli nie staniecie się jako dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mat. 18, 3). Raz po razie powtarza się w Ewangelii zdanie: "Kto się wywyższa, będzie poniżon, kto się poniża, będzie wywyższon". A Jezus chodząc po ziemi galilejskiej czy judzkiej ciągle zwraca się do tych, którzy szukają u niego pomocy, z pytaniem: "Czy wierzysz, czy ufasz, że mogę to uczynić?", a do każdego uzdrowionego mówi: "Wiara twoja cię uzdrowiła". Najważniejszym warunkiem, jaki musi spełnić człowiek, aby Chrystus mógł Go zbawić, jest wiara i ufność. Faryzeusze głoszą samousprawiedliwienie z uczynków Zakonu, według ich pojęć człowiek własną tylko mocą, własnym poruszeniem wznosi się ku Bogu. Ewangelia zaś głosi wybawienie, które z góry, od Boga zstępuje ku ludziom, wybawienie przez łaskę. Imię Jezus wyraża najgłębszy sens formy życiowej Ewangelii: Jesua - Jahwe, Bóg zbawia!.

Zbawienie zstępujące z góry od Boga o tyle jednak tylko wejdzie do duszy człowieka, o ile otworzy się ona na jego przyjęcie, o ile przyjmie odpowiednią postawę. Postawa ta sprowadza się do pokory, polega na przezwyciężeniu postawy suwerennej, w sobie ufającej, naszego "ja". Kto jest pewny siebie i kto wierzy w siebie, niezdolny jest do przyjęcia królestwa Bożego. Człowiek przez pokorę musi wytworzyć w swej duszy próżnię, aby tę próżnię mógł zapełnić Bóg. Równocześnie i równolegle z zamieraniem naszego "ja" wzrasta w duszy naszej królestwo Boże, droga do nowego życia wiedzie tylko poprzez śmierć naszej pychy, czyli naszego w sobie spoczywającego, z siebie i dla siebie działającego "ja". Uznanie własnej swej nędzy i grzeszności, przyznanie się do absolutnej niemocy i nieudolności w dziedzinie naszego usprawiedliwienia i wybawienia - oto fundament, na którym buduje zbawcze działanie Boże. Ale uznanie swej nędzy to tylko jedna, negatywna strona naszej właściwej postawy wobec Boga. Sama w sobie wzięta postawa ta nosiłaby pewne piętno nihilizmu i negatywizmu. Ale posiada ona także drugą stronę - pozytywną, a jest nią niewzruszona ufność w miłość i zbawcze działanie Boga. W miarę utraty ufności we własne siły wzrasta ufność ku Bogu.

Oto jest najgłębszy sens formy życiowej Ewangelii. Zmierza ona do przywrócenia w człowieku właściwej postawy wewnętrznej wobec Boga, postawy wynikającej z jego istoty jako bytu względnego, stworzonego. Kiedy człowiek przyjmie tę postawę, wtedy Bóg skłoni się ku niemu i zamieszka w jego duszy, napełni ją sobą, przebóstwi i uświęci. Na tym przepełnieniu człowieka Bogiem polega królestwo Boże i istota świętości ewangelicznej.

Nasze uwagi o Ewangelii jako formie życiowej człowieka nie byłyby kompletne, gdybyśmy nie wskazali na jeden jeszcze, ostateczny i najgłębszy aspekt tego zagadnienia. Dotyczy on stosunku samego życia Jezusa do głoszonej przez Niego nowej formy życiowej. Stosunek ten jest istotny i bardzo ścisły. Można go wyrazić w ten sposób: w Ewangelii życie Jezusa ukazuje się jako forma życiowa człowieka. Samo życie Jezusa jest rzeczą pierwszą i zasadniczą. Jego nauka jest dopiero rzeczą wtórną. Nauka Jezusa była dla faryzeuszów zgorszeniem, ale jeszcze większym zgorszeniem było Jego życie, zewnętrzna postać, w jakiej się ukazał. Spodziewali się przecież potężnego króla, Mesjasza przychodzącego jak błyskawica w blasku i przepychu potęgi. A cóż zobaczyli? "Syna cieśli" z Nazaretu, o którym mówiono pogardliwie: "Czy może być coś dobrego z Nazaretu?" Jezus był w swoim trybie życia i zachowaniu się, można powiedzieć, człowiekiem zwyczajnym. Jako ubogi wędrowny nauczyciel obchodził ziemię galilejską. Wtedy jeszcze czynił cuda i wzbudzał podziw swoją nauką. Ale przedtem 30 lat żył życiem najzwyklejszego szarego człowieka, nikomu nie znany w Nazarecie.

W tym skromnym i niepozornym życiu Chrystusa uwidocznia się jednak najgłębszy i najistotniejszy sens jego posłannictwa. Oto Chrystus przyszedł po to, aby zrealizować w sposób najdoskonalszy w swoim życiu wzorowy stosunek człowieka do Boga, aby zrealizować w sposób idealny życie ludzkie według woli Bożej. Tę formę życiową, którą później głosił całej ludzkości jako program i nakaz, jako drogę do żywota, tę formę najpierw najdoskonalej zrealizował w swoim życiu. Dlatego przyszedł na ziemię "w postaci sługi". Takie życie Jezusa mogło się stać i stało się wzorem dla wszystkich ludzi i dla wszystkich wieków, które w ciągle nowych zrywach przystępowały do Jego naśladowania.

Ale owo ludzkie życie Chrystusa (fragment nieczytelny). Wzorowe życie ludzkie mógł Bóg przy pomocy swej łaski zrealizować także w człowieku, jak zrealizował na przykład w Matce Najświętszej. Chodziło jednak o coś nieporównanie głębszego i większego, o coś, co jest prawdziwie godne Boga Wcielonego i czego rozum ludzki nie mógł nigdy przypuścić nawet jako możliwości. Ci, którzy jako naoczni świadkowie patrzyli na życie Jezusa, nie mogli jeszcze odgadnąć jego istotnego sensu. Dopiero gdy Duch św. zaczął przemawiać w duszy od wewnątrz, uświadomiła się ta tajemnica. Wyraził ją na zewnątrz i skrystalizował w słowach św. Paweł w swoich listach. Chodzi tajemnicę Mistycznego Ciała Chrystusowego, tajemnicę, która odsłania najgłębszy sens życia człowieka i która stanowi zarazem najgłębszą istotę katolicyzmu. Oto Chrystus zrealizował doskonały poprawny stosunek człowieka do Boga, wypełnił" wszelką sprawiedliwość" (Mt 3, 15) w tym stosunku, jako głowa całej ludzkości, w imieniu i zastępstwie wszystkich ludzi. Żaden z ludzi skażonych grzechem pierworodnym nie jest w stanie o własnych siłach wejść w poprawny stosunek do Boga. Ale każdy staje się zdolny do tego w Jezusie Chrystusie. Chrystus każdemu w Mistycznym Ciele swoim przez sakramenta święte, szczególnie przez chrzest, wszczepia w sposób prawdziwy i realny swoją formę życiową, to wszystko, co my winni jesteśmy Bogu, a co On za nas wypełnił. Forma życiowa Chrystusa staje się naszą własnością, przez nią i w niej jesteśmy usprawiedliwieni i sprawiedliwi przed Bogiem. Nasze odkupienie i usprawiedliwienie dokonuje się przez wszczepienie w sprawiedliwość Chrystusa, a wszczepienie to dokonuje się ontologicznie, obiektywnie, przez działanie Boże, ex opere operato. Dlatego zawsze podstawą działalności Kościoła będzie działanie liturgiczne, sakramentalne uobecnienie dzieła zbawczego Chrystusa i sakramentalne wszczepienie ludzi w czyn zbawczy Chrystusa. Nie można w Kościele dokonywać większych i ważniejszych rzeczy nad odprawianie mszy św. i szafowanie sakramentów świętych. Kapłan każdy jest w pierwszym rzędzie - i to jest istotne i najważniejsze - dispensator misteriorum Dei. A działalność ta jest tak ważna i tak zasadnicza, że nie może ona być zależna od subiektywnej wartości i godności narzędzia, przez które się dokonuje. Nawet heretyk lub człowiek moralnie upadły będzie ważnie te funkcje sprawował. Dopiero na tym obiektywnym, przez Boga położonym fundamencie rozwijają się subiektywne wysiłki człowieka w jego wznoszeniu się do Boga. Chrystusowa forma życiowa jest złożona w każdym jako zarodek, ale od subiektywnych wysiłków zależy, czy i w jakim stopniu zarodek ten się rozwinie. Ale i te wysiłki, to nie czysto ludzkie działanie, lecz współdziałanie z łaską Bożą. Jeżeli człowiek współdziała wiernie z łaską, to forma życiowa Chrystusa rozwinie się w nim, rozkwitnie w pełni i wyda wspaniałe owoce. Człowiek taki, nazywany świętym, to naprawdę, nie tylko w przenośnym znaczeniu, alter Christus, który może powiedzieć o sobie: "Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus" (Gal 2, 20). Przeważnie jednak forma życiowa Chrystusa pozostaje w tym życiu ledwo w zaczątku i nie rozwinięta. Jeżeli jednak w chwili śmierci będziemy mieli w sobie ten zarodek życie, to dojdzie on w pełni w przyszłym życiu, w czyśćcu, który jest nie tylko miejscem odbywania kary, ale także miejscem naszego dojrzewania do takiego stanu, abyśmy byli godni żyć w miłosnym zjednoczeniu z Bogiem.

*

Mówi się dziś wiele o kryzysie ludzkości i ludzkiej kultury. Z punktu widzenia religijnego można ten kryzys scharakteryzować i zarazem określić jego źródło jako zakłócenie obiektywnego porządku wartości. Ludzkość odwróciła się od wartości najwyższej, od Absolutu, Boga, a głód Absolutu tkwiący w naturze ludzkiej zwrócił się do różnych wartości relatywnych, podnosząc je do godności dobra najwyższego. Różne dziedziny życia ludzkiego usamodzielniły się, wytworzyły własną etykę i stały się celem same w sobie. W ten sposób różne dziedziny ludzkiego życia i kultury rozwijają się według własnych autonomicznych praw, domagając się podporządkowania im wszystkiego innego. Ale to wszystko nie może zaspokoić człowieka i jego głodu wartości absolutnej, zdolnej zaspokoić wszystkie jego najtajniejsze pragnienia i wprowadzić wewnętrzny ład i harmonię w jego istocie.

Człowiek odczuwa tęsknotę do jakiejś nowej formy życiowej, która zjednoczyłaby na nowo jego życie pochłonięte przez różne specjalizacyjne tendencje która ukróciłaby hipertrofię różnych władz duszy i dziedzin życia, która odtworzyłaby w nim na nowo zakłóconą hierarchię wartości. I oczy wszystkich, kierowane tą tęsknotą, coraz częściej zwracają się ku Ewangelii. Kościół wychodzi naprzeciw tym tęsknotom i ukazuje ludzkości Ewangelię jako jedyną formę życiową zdolną wprowadzić ład i harmonię w życie ludzkie. Ale Ewangelia sama w sobie nie ma mocy zrealizowania tej formy. Forma życiowa Ewangelii jest tylko skrystalizowaną w słowach forma życiową Jezusa Chrystusa. Żywa jest ona tylko w Nim, w Jezusie Chrystusie. Ale i tę formę żywą ma Kościół w swoim łonie, w swojej liturgii, w sakramentach, i także z ta formą żywą wychodzi naprzeciw dzisiejszego człowieka. Szerzący się w Kościele ruch biblijny i liturgiczny to w swym ostatecznym sensie wezwanie i zarazem środek do zrealizowania w życiu formy życiowej przez wolę Bożą wyznaczoną człowiekowi jako ideał i doskonałość, a ze strony subiektywnej jako zaspokojenie i szczęście, formy zniszczonej w człowieku przez grzech, a odnowionej w Jezusie Chrystusie.

Nie wiadomo, czy ludzkość w swej całości pochwyci to wezwanie Kościoła i odnowi się w formie życiowej Ewangelii. Ale wiadomo, że na końcu dziejów wszechświata będzie stała nowa zwycięska ludzkość w pełnym rozkwicie Bożej formy życiowej w Jezusie Chrystusie, w Jego wiecznym Królestwie. Tu na ziemi Boża forma życiowa może podlegać klęskom, może przeżywać okresy upadku i rozkwitu. Ale tam, na fundamencie wieczności, nie ma upadku i zastoju w rozwoju, nieustannie buduje się, rozrasta i zmierza ku wspaniałemu wykończeniu olbrzymi, wieczny gmach niebieskiego Jeruzalem.

ks. Franciszek Blachnicki

Nie możesz dodawać komentarzy. Zaloguj się lub załóż konto.