Ten sam ideał, to samo życie

Ruch Światło-Życie należy do ruchów eklezjalnych (...). Cechą ruchu eklezjalnego jest to, że do niego należą przedstawiciele wszystkich stanów Kościoła. Są ruchy rodzin jak Equipes Notre Dame, czy tylko młodzieżowe jak "Oasis" ojca Rotondi, albo tylko kapłanów, czy tylko sam instytut, jak "Opus Dei" - są tam tylko członkowie "Opus Dei" i nic więcej. Ruch eklezjalny zaś tym się cechuje, że należą do niego biskupi i kapłani, później należą celibatariusze żyjący we wspólnotach według rad ewangelicznych i należą małżeństwa albo rodziny i w ogóle świeccy. Tak, że taki ruch jest znakiem całego Kościoła. Ta idea zresztą u nas łączy się z ideą dnia wspólnoty oazy wielkiej. Z tym związana jest myśl, że dzień wspólnoty jest obrazem całego Kościoła, gdy bierze w nim udział oaza rodzin, oaza księży, oaza kleryków itd. - jest to obraz całego Kościoła i dotyczy to całego Ruchu. (z rekolekcji dla Wspólnoty Niepokalanej Matki Kościoła, 31 XII 1984) Ruch Światło-Życie nie będzie silnym ruchem i nie dojdzie do dojrzałej świadomości charyzmatu, ruchu póki będzie zasadniczo miał charakter ruchu młodzieżowego. W tej chwili gros ruchu to jest młodzież jeszcze w wieku szkoły średniej i to wynika z natury rzeczy, że młodzież w tym okresie nie może jeszcze na ogół mieć dojrzałej świadomości ruchu. (...) Ruch Światło-Życie nie może zostać ruchem młodzieżowym i nie tu jest dopiero szczyt jego rozwoju. Choćby ilościowo się rozwijały oazy młodzieżowe - no to jeśli chodzi o substancję ruchu, o świadomość, to ona nigdy tam nie dojdzie do pełnego rozwoju. W moim przekonaniu najsilniejszą gałęzią ruchu w tej chwili to są rodziny, to właśnie ruch Domowego Kościoła. Czasem są w ruchu ludzie, którzy nie widzą jakoś wyraźnie ruchu Domowego Kościoła jako części ruchu albo nie zdają sobie sprawy z tego, że to jest integralna i najsilniejsza gałąź ruchu, no bo mają tę wizję ruchu młodzieżowego przede wszystkim. A rodziny to jest największa w tej chwili nadzieja dla przyszłości ruchu. (...) Punkt ciężkości ruchu, jego proces rozwoju trzeba by już teraz przenieść na płaszczyznę akademicką, na płaszczyznę młodzieży pomaturalnej, a następny etap dopiero to wejście w życie ludzi dorosłych, dojrzałych i przez tych ludzi dopiero ruch będzie wywierał wpływ na Kościół, na społeczeństwo. (...) Jeżeli ruch nie przejdzie tej ewolucji, to umrze śmiercią naturalną. Minie moda na oazy - no bo wielu tak to widzi: forma młodzieżowej pracy, piosenki, spotkania - no ale w tym nie ma siły ruchu, w tym nie ma przyszłości. (z rekolekcji dla Wspólnoty Niepokalanej Matki Kościoła, 31 XII 1986) Myśmy w naszym Ruchu oazowym zaczęli pracować z dziećmi, a potem z młodzieżą. I były wyniki właściwie bardzo dobre, ale potem okazało się, że jednak takie zjawisko, że młodzież jest w tych oazach i z entuzjazmem, z zapałem, ale potem jak opuszcza szkołę średnią to wszystko gdzieś nam się gubi i znika, i już jej nie można właściwie potem na studiach, czy gdzie indziej uchwycić i dalej prowadzić. I znowu, jaka przyczyna? Jeżeli się prowadzi jakąkolwiek taką działalność religijną, czy inną formę ruchu, z takim szyldem: "tylko dla młodzieży", to wyniki zawsze będą bardzo słabe i mizerne, dlatego, że młodzież ma taką świadomość, że dopóki jestem młody, to jest dla mnie, dla młodzieży. Jednak każdy młody człowiek chce się stać dorosłym. Potem więc gdzieś to jest w jego podświadomości: kiedy ja będę dorosły, to już to nie będzie dla mnie, bo to było dla dzieci i dla młodzieży. I wyrasta się z tego po prostu. I dlatego praca oazowa z młodzieżą nie ma sensu, jeżeli równolegle nie ma pracy z rodzicami, z dorosłymi. Bo jeżeli młodzież widzi, że ten sam ideał, ten sam program, to samo życie według Ewangelii, słowa Bożego jest dla dorosłych, to wtedy nie ma takiego podejścia - ja z tego wyrastam, bo to było tylko dla młodzieży. To jest i dla dorosłych i dla młodzieży (...). I dlatego właściwie ideał formacyjny jest jeden, czy dla dzieci, czy dla młodzieży, czy dla dorosłych. I myśmy przyjęli na I. Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu w roku 1976. Wtedyśmy analizowali te pewne przejawy takiego kryzysu, czy później braku owoców w wieku dojrzałym i doszliśmy do tego, że Ruch musi postawić sobie jako cel, jako ideał osiąganie dojrzałości chrześcijańskiej, ale dla wszystkich grup wieku, dla wszystkich stanów tzn. trzeba mówić o dojrzałości chrześcijańskiej dziecka, o dojrzałości chrześcijańskiej młodzieńca i o dojrzałości chrześcijańskiej dorosłych i o dojrzałości chrześcijańskiej rodziców. (...) My pracujemy w oazach z dziećmi osobno, z młodzieżą, z dorosłymi, z rodzinami, ale jeżeli wszędzie pokazujemy ten sam model dojrzałości chrześcijańskiej. Jak się teraz spotkają w rodzinie, to nie ma problemu, żeby w rodzinie powstała jakaś jedność. Mamy mnóstwo doświadczeń, że młodzież rodziców zaprasza do oazy swoim świadectwem, zapałem, rodzice potem starają się dzieci wciągnąć, w młodszym wieku, rodzina cała jedzie na oazę. Więc staramy się oczywiście uwzględnić okres rozwoju, psychologię, potrzeby różnych grup, ale u podstaw jest ten sam jakiś ideał formacyjny i dlatego potem ostatecznie owocuje to w rodzinie. To jest sytuacja taka idealna, jeżeli rodzice jadą z małymi dziećmi, starsze dzieci, młodzież na inne oazy, czy studenci, ale w końcu schodzi się to właśnie w tej małej wspólnocie, jaką jest rodzina i ta rodzina się staje domowym Kościołem, staje się wspólnotą wiary. W tej rodzinie wtedy jest inna jakaś atmosfera, cały styl życia i w jakiś sposób, bardzo prosty, naturalny w tej rodzinie jest modlitwa i słowo Boże i praktykowanie roku liturgicznego, liturgii. Cały ten styl życia to jest dopiero to, co decyduje i o trwałości samej rodziny i o stałym jakimś pokoju w życiu rodzinnym. Z tego wyrastają dopiero ludzie rzeczywiście dojrzali, jako chrześcijanie.

ks. Franciszek Blachnicki

Nie możesz dodawać komentarzy. Zaloguj się lub załóż konto.